poniedziałek, 18 lutego 2013

Inwestycja w brylanty


 adres www Salonu sprzedaży brylantów 

Jedną z najciekawszych inwestycji alternatywnych jest inwestycja w brylanty. Jeszcze
 mało popularna, traktowana z ostrożnym zaciekawieniem… Nadal dla wielu Polaków
 i Polek brylant to piękny prezent, wymarzona ozdoba, symbol bogactwa i prestiżu 
– ale nie inwestycja… Dlaczego?
Z pewnością nie bez znaczenia jest brak silnej tradycji 
inwestowania w klejnoty. Na odbiór społeczny samej koncepcji takiej inwestycji wciąż 
wpływa przekonanie, że możliwość kupna brylantów zarezerwowana jest dla bardzo wąskiej,
 elitarnej grupy a ceny kamieni wielokrotnie przekraczają możliwości większości
 inwestorów. Na razie na te przekonania nie ma przełożenia fakt, że brylanty – chociażby 
w pierścionkach zaręczynowych – kupują nawet średnio zamożni Polacy. Brylanty 
wybiera na razie świadoma grupa inwestorów, którzy odrzucają schematy na rzecz
 analizy faktów. Ta grupa wciąż się powiększa. Czy znają jakieś tajne informacje o których
 nie wiedzą inni? Nie, do tej wiedzy dostęp może mieć każdy i każdy może zweryfikować 
czy inwestycja w kuszące kamienie jest odpowiednim rozwiązaniem dla niego.
Przede wszystkim brylanty, wbrew stereotypom, nie są zarezerwowane dla miliarderów. Ceny kamieni są zróżnicowane. Ich wysokość zależy od wielu czynników. Kluczowe znaczenie ma, oczywiście, wielkość brylantu. Jednak nie zawsze im więcej karatów tym  większa inwestycja… Czemu? Tu może przyjść z pomocą zasada 4C. O wartości kamienia decydują kolejne C:  carat (karat), colour (barwa), clarity (czystość) i cut (szlif). Z zasady im bardziej brylant jest biały – tym cenniejszy. Czasem jednak na cenę konkretnych typów brylantów wpływa moda. Przykładem mogą być brylanty kolorowe, mniej cenne niż przezroczyste. Jednak kiedy barwy fascynują jubilerów, a przede wszystkim klientów – kolorowe kamienie drożeją. Pamiętać jednak należy, że kolor diamentu świadczy o domieszce innych pierwiastków - azotu, boru, manganu, żelaza. Istotny w ocenie wartości brylantu jest szlif – to on decyduje o grze świateł, blasku brylantu. Źle wykonany niszczy cała urodę kamienia. Rodzajów szlifów jest wiele lecz tylko kamienie o szlifie okrągłym mogą otrzymują od ekspertów notę „idealne”. Jednak inne typy szlifów są równie, a czasem bardziej, wdzięczne – i nie ma powodów, by wybierając brylant nie kierować się własnym gustem. Na ocenę – i wycenę – brylantu wpływa czystość. To jedna z najistotniejszych przesłanek – idealnie czysty diament nie ma skaz, pęknięć, inkluzji. Diamentów doskonałych czyli bez żadnych inkluzji jest naprawdę niewiele. Warto wiedzieć, że wiele tych skaz nie jest jednak widocznych gołym okiem – wykrywają je eksperci w laboratoriach.
Cena brylantów idzie w górę przy każdym zamieszaniu w gospodarce – czy to kryzys, czy jedynie czarne prognozy, kamienie szlachetne są bezpieczną kryjówką przed inflacją, utratą oszczędności. Brylanty są trwalsze od antyków czy dzieł sztuki. Co więcej, o wiele łatwiej je przechować czy w razie konieczności zorganizować transport. Nie jest tajemnicą, że wszelkie klejnoty dzięki tej właśnie wygodzie przechowania i transportu uratowały życie wielu osób w czasie wojen. Uciekający z okupowanych krajów przemycali klejnoty łatwiej niż inne dobra, opłacali nimi koszty ucieczki, przetrwania, a czasem wręcz wykupywali za nie własne życie… Brylanty można łatwo sprzedać w każdym zakątku świata. Diamentów na świecie nie przybywa (chyba, że syntetycznych…), złoża są coraz mniej dostępne, a popyt wciąż rośnie.
Od niektórych sceptyków usłyszeć można, że inwestycja w złoto, srebro jest zrozumiała, poparta tradycja bicia z tych kruszców pieniędzy w przeciwieństwie do inwestycji w kamienie szlachetne. A przecież kamienie szlachetne, tak jak metale, były istotnym elementem handlu wymiennego, zatem płacono nimi, zanim jeszcze wybito pierwsze monety… 
Abraham Lincoln mawiał „gdybym miał 6 godzin na ścięcie drzewa, poświęciłbym 4 na ostrzenie siekiery”. Tą dewizą mogą kierować się brylantowi inwestorzy. Do kupna brylantów trzeba się właściwie przygotować. Podstawą jest wybór godnego zaufania kontrahenta – to da między innymi pewność, że nabyte brylanty nie będą pochodzić z nielegalnych źródeł. Przy zakupie kamieni nie trzeba się upominać o odpowiednie certyfikaty niezależnych instytucji. Jeśli kontrahent certyfikatów nie oferuje? Pozostaje ewakuacja z podejrzanego przedsięwzięcia. Brylanty bez certyfikatów mogą pochodzić z nielegalnych źródeł,  mieć inne niż deklarowane parametry… Mogą też być sztuczne – bo syntetyczne diamenty od prawdziwych kamieni mogą odróżnić jedynie eksperci. Certyfikat to dla inwestora także informacja, że brylant można uznać za „blood free” (wolny od krwi) czyli, że przy jego wydobyciu nie ucierpiał żaden człowiek. „Zaprzestań kupowania i sprzedaży krwawych diamentów!” –apelował Martin Rapaport w lutym tego roku. Wielu diamentowych inwestorów idzie w jego ślady. Można cynicznie stwierdzić, że nawet jeśli kogoś nie martwią mroczne kulisy wydobycia „krwawych diamentów”, mogą zniechęcić hipotetycznych nabywców... 
O czym jeszcze wiedzą brylantowi inwestorzy? Chociażby o decyzji rząd rosyjskiego, który postanowił zachować rezerwy surowych diamentów co najmniej do 2012 roku, aby zarobić na spodziewanym wzroście cen brylantów…

 autor artykułu:  Małgorzata Klejn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz